Środa, 3 października 2018

„Realizuję prawdziwe polskie interesy”

Rozmowa Prezydenta Andrzeja Dudy z redaktorem Bogdanem Rymanowskim  w programie „Wydarzenia i Opinie”  wyemitowana została na żywo na antenie Polsat News 3 października 2018 roku. 

 

Bogdan Rymanowski: „Wydarzenia i Opinie, witam Państwa serdecznie. Dzisiaj nasz program z Belwederu. Naszym gościem jest Prezydent Andrzej Duda. Dobry wieczór, Panie Prezydencie.

 

Prezydent RP Andrzej Duda: Dobry wieczór, Panie Redaktorze, dobry wieczór, witam serdecznie widzów Polsatu.

 

Panie Prezydencie, czy po wizycie w Białym Domu może Pan powiedzieć wprost: „Mój przyjaciel Donald Trump”?

 

Zobacz także: „Sojusz między Polską i USA nigdy nie był tak mocny” [PL/ENG] Wspólna deklaracja o polsko-amerykańskim partnerstwie strategicznym [PL/ENG] No, może bez przesady „przyjaciel Donald Trump”, bo jednak nie są to takie relacje, to jest polityka. Tutaj przyjaźń, jeżeli jest zawierana, to faktycznie długo z reguły trwa. Ale mogę powiedzieć, że jesteśmy politycznymi partnerami ‒ i bardzo się z tego cieszę. Cieszę się również, że ewidentnie w tej naszej współpracy politycznej relacje pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi zacieśniają się, i to chyba każdy widzi. Po pierwsze w tym, że porozumienie, które zawarliśmy – odnawiające strategiczne partnerstwo, wytyczające jakby nowe drogi w strategicznym partnerstwie – zostało podpisane przez prezydentów, do tej pory tego nie było. Poprzednie partnerstwo strategiczne nie miało podpisów nawet ministrów spraw zagranicznych, czy wtedy Condoleezzy Rice, jako tej, która współpracowała bezpośrednio z prezydentem Barackiem Obamą; już nie wspomnę o samym prezydencie.

 

Dzisiaj pod dokumentem o strategicznym partnerstwie jest podpis prezydenta Stanów Zjednoczonych, jest podpis mój. I to mnie bardzo cieszy, bo podpisane zobowiązania to zobowiązania, które trzeba zrealizować.

 

Jedna sprawa to podpis, druga sprawa to deklaracja. Ale czy Pan naprawdę wie, co Donald Trump myśli o Władimirze Putinie, o Rosji, o Moskwie?

 

Mnie przede wszystkim interesuje to, co myśli o Polsce i jak traktuje Polskę ‒ bo to jest mój kraj i ten kraj oraz jego interesy staram się jak najlepiej reprezentować. A co myśli, to wystarczyło wysłuchać wystąpienia pana prezydenta Donalda Trumpa na Zgromadzeniu Ogólnym Organizacji Narodów Zjednoczonych – tego najbardziej oficjalnego wystąpienia, podczas którego wymienił Polskę trzykrotnie i jeszcze wspomniał też o Warszawie. Wymienił Polskę wyraźnie jako jednego z najważniejszych sojuszników Stanów Zjednoczonych i nas, jako naród, podawał za przykład dla innych.

 

Więc to pokazuje, jakie jest dzisiaj znaczenie Polski dla Stanów Zjednoczonych, dla prezydenta Stanów Zjednoczonych, a więc dla najważniejszego w Stanach Zjednoczonych człowieka. I to mnie cieszy, bo pokazuje, że nasze relacje są rzeczywiście partnerskie i bliskie. Mam nadzieję, że będą z tego bardzo konkretne korzyści dla Polski.

 

Panie Prezydencie, na ile Fort Trump to jest scenariusz prawdopodobny na najbliższe sześć, może osiem miesięcy? Wiem, że tą sprawą ma się zająć amerykański Kongres w marcu przyszłego roku. Czy to nie jest political fiction, które Pan sobie nagle wymyślił? Fajny greps – ale czy będzie konkret?

 

Przede wszystkim zacznijmy od tego, że jest to temat, który rzeczywiście żyje dzisiaj w Stanach Zjednoczonych i Polska także, w związku z tym tematem – bo są również i inne – żyje w administracji amerykańskiej jako partner Stanów Zjednoczonych. To jest cały czas rozważane, ale bardziej, jeżeli chodzi o techniczną stronę, bo ‒ jak twierdzą niektórzy w Białym Domu i w administracji amerykańskiej ‒ decyzja tak naprawdę jest już podjęta, pozostają kwestie techniczne.

 

Decyzja jest już podjęta? Pamiętam słowa prezydenta Trumpa, że „sprawa jest rozważana”.

 

Zobacz także: Wywiad z Prezydentem w tygodniku „Sieci” Prezydent w rozmowie z TVP: Jesteśmy gotowi zainwestować w stałą bazę wojsk USA Tak niektórzy mówią – ci, którzy siedzą w wewnętrznych relacjach amerykańskich: że gdy rozmowy są już tak daleko zaawansowane i Biały Dom tak daleko pokazuje istnienie danego tematu, to tak naprawdę decyzja jest już w zasadzie podjęta. Ale pozostają oczywiście istotne kwestie techniczne, które muszą zostać jeszcze rozstrzygnięte, dotyczące samej obecności. Dla mnie fakty są następujące: dzisiaj jest już obecność Stanów Zjednoczonych – myślę, oczywiście, o obecności militarnej – mamy bazę antyrakietową w Redzikowie, która jest budowana przez Stany Zjednoczone; mamy obecność w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, w ramach tego Enhanced Forward Presence, prawie tysiąc amerykańskich żołnierzy w Orzyszu; mamy dzisiaj obecność amerykańską także w ramach relacji bilateralnych. Chcielibyśmy, żeby było więcej amerykańskich żołnierzy, stąd te rozmowy dotyczące Fortu Trump, czyli stałej bazy amerykańskiej na terenie Polski.

 

Czyli na ile Pan dzisiaj ocenia szanse na to, że taka baza powstanie w ciągu najbliższego roku, dwóch? Na 99 proc.?

 

Musimy rozróżnić dwa elementy: podjęcie oficjalnej decyzji ‒ i baza powstanie. Pamiętajmy, że baza musi powstać.

 

Jest Pan pewien, że powstanie?

 

To kwestia tworzenia infrastruktury, więc to nie jest proces, który można zrealizować w ciągu jednego roku. Trzeba będzie nad tym popracować i stworzyć tę infrastrukturę. Powiedzieliśmy, że jesteśmy gotowi zainwestować w tę infrastrukturę w Polsce, jesteśmy gotowi ją dla armii Stanów Zjednoczonych stworzyć po to właśnie, by partycypować w kosztach. Stany Zjednoczone, prezydent Donald Trump oczekuje fair burden sharing, czyli wspólnego ponoszenia ciężarów, jeżeli chodzi o kolektywną obronę i nasze bezpieczeństwo. Więc my mówimy tak: jesteśmy gotowi zainwestować w infrastrukturę, przygotować ją dla armii Stanów Zjednoczonych po to, żeby ta armia mogła w tej bazie w Polsce stacjonować.

 

No dobrze, Panie Prezydencie. Ale czy naprawdę nam to jest potrzebne? Gen. Różański – pracował Pan z nim przez jakiś czas – człowiek, który odszedł już z czynnej służby, mówi, że tak naprawdę stała baza Amerykanów w Polsce spowoduje większe zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju. Podobnie mówi prezydent Kwaśniewski, z którym rozmawiałem wczoraj. Więc jak – czy my tutaj nie wystawiamy się troszeczkę na cel ze strony Władimira Putina?

 

Nie przypominam sobie, by Rosja kiedykolwiek odważyła się zaatakować kraj, w którym obecna jest armia Stanów Zjednoczonych. W związku z powyższym, gdy ktoś mnie pyta, kiedy Polska będzie bezpieczniejsza: czy wtedy, gdy armia Stanów Zjednoczonych i inne armie NATO będą w Polsce, czy wtedy, kiedy ich nie będzie ‒ to według mnie jest to pytanie retoryczne. Oczywiście, że Polska jest bezpieczniejsza wtedy, gdy armie sojusznicze, a w szczególności najsilniejsza armia na świecie, czyli amerykańska, jest w Polsce obecna.

 

To oczywiście, nie zwalnia nas z tego, by inwestować w naszą armię, by realizować proces dozbrajania, modernizacji, powiększania polskiej armii, chociażby poprzez tworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej. To wszystko są nasze zadania wewnątrzkrajowe. Oprócz tego obecność armii sojuszniczych jest gwarancją naszego bezpieczeństwa.

 

Ale wie Pan, że to jest olbrzymia praca, bo to potężna infrastruktura. Właściwie powstanie kilkunastotysięczne, może nawet większe miasteczko. Czy ta baza, która miałaby być w Polsce, będzie porównywalna z bazą w Ramstein w Niemczech?

 

Powiedzmy otwarcie: ja bym się tego nie spodziewał, bo baza w Ramstein istnieje od dziesiątków lat, jest ogromną bazą amerykańską – to chyba największa baza amerykańska w Europie, więc pod tym względem: spokojnie.

 

Na pewno jest potrzebna infrastruktura ‒ i to jest właśnie przedmiot dyskusji: na jakiej zasadzie stała obecność amerykańska w tej bazie ma być realizowana. Czy rzeczywiście będzie to tradycyjna baza ze szkołami, z przedszkolami, z całą infrastrukturą, która jest potrzebna do przebywania dużej ilości rodzin żołnierzy, czy też będzie to baza, która pod tym względem będzie miała pewien zasób ograniczony – że nie będzie to aż tak dużo stacjonujących rodzin jak w Niemczech, tylko że żołnierze będą się jednak zmieniali w bazie. Ale obecność amerykańska w tej bazie będzie stała i będzie to wyłącznie baza amerykańska, w której będzie mniej więcej cały czas jednakowa liczba amerykańskich żołnierzy. I wyposażenia, rzecz jasna, bo to jest także istotne.

 

Panie Prezydencie, kończąc wątek Białego Domu: jak to było z tym krzesłem w Gabinecie Owalnym?

 

To jest życie, Panie Redaktorze.

 

No właśnie, proszę powiedzieć, bo wszyscy jesteśmy ciekawi.

 

Trzeba znać pana prezydenta Donalda Trumpa, bo to też jest ta specyfika. Nawet pan redaktor pytał mnie przed programem, jaki jest Donald Trump. Jest przede wszystkim człowiekiem nieprawdopodobnie pragmatycznym, to biznesmen. Jemu chodzi o to, żeby sprawa była załatwiona jak najsprawniej, jak najszybciej, jak najlepiej – a przede wszystkim: przejdźmy już do następnego tematu i rozmawiajmy o kolejnym elemencie naszego współdziałania. Więc to porozumienie też zostało zawarte na takiej zasadzie: załatwmy to, miejmy to za sobą ‒ i następny punkt.

 

Ale, Panie Prezydencie, to była taka improwizacja czy był jakiś protokół, działaliście według ustalonego harmonogramu przez dyplomatów?

 

Nie działaliśmy według jakiegoś wielce ustalonego harmonogramu.

 

Czyli poszliście na żywioł.

 

Kwestia była negocjowana rzeczywiście do ostatniej chwili. Nie jest funkcjonującym zawsze obyczajem amerykańskim to, by prezydent osobiście podpisywał takie porozumienie. Ja tego bardzo chciałem: żeby to porozumienie było właśnie przez prezydenta Stanów Zjednoczonych podpisane osobiście. I ta sytuacja była – z punktu widzenia protokolarnego – nieformalna.

 

Bo wie Pan, co mówi opozycja, co mówi lider opozycji, Grzegorz Schetyna? Że sposób podpisania deklaracji urągał przyzwoitości i godności głowy państwa. Pan nie poczuł jakiegoś despektu z tego powodu?

 

Panie Redaktorze, ja załatwiam sprawy dla Polski. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby były załatwione skutecznie ‒ żeby to, o co staram się dla Polski, po prostu było. Temu ma służyć to porozumienie. A poprzednio mieliśmy tak, że co z tego, że został zawarty układ o partnerstwie, skoro Barack Obama zrezygnował w czasach rządu Platformy Obywatelskiej z budowy tarczy antyrakietowej w Polsce? Dzisiaj tarcza antyrakietowa w Polsce powstaje, są amerykańskie wojska. Mam nadzieję, że będzie ich więcej.

 

Ale to była wina Platformy Obywatelskiej czy decyzja Baracka Obamy?

 

To była wina złej polityki, która była realizowana, słabości ówczesnego rządu, ówczesnych negocjatorów. Dlaczego Barack Obama zrezygnował z realizacji tego zadania w Polsce? Dzisiaj mamy doskonałe relacje polsko-amerykańskie, chciałbym, aby one się rozwijały. Mamy świetną nową panią ambasador w Polsce, która jest bardzo zaangażowana w polskie sprawy i mam nadzieję, że relacje pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi będą się zacieśniały, bo to jest dla nas ważne.

 

A Pan się nie obawia sytuacji, że za parę miesięcy, może za rok, może przed 2020 rokiem, gdy będą kolejne wybory, okaże się jednak, że nic z tej bazy nie będzie? Czy Pan wtedy nie będzie się bał takich zarzutów, że jednak Pan tej sprawy nie załatwił?

 

Panie Redaktorze, ja się nie boję niczego. Ja po prostu staram się realizować jak najlepiej polskie interesy. Oczywiście ‒ raz udaje się je zrealizować tak, jak to sobie zaplanowaliśmy, drugi raz się nie udaje. To są zawsze negocjacje z partnerami, to jest sztuka dyskusji, to także kwestia uzgodnienia wspólnych interesów. Ja działam i wierzę, że w tym przypadku tę wspólność interesów uda mi się pokazać, że skutek pozytywny dla Polski, dla Polaków, dla naszego bezpieczeństwa będzie.

 

To proszę powiedzieć, Panie Prezydencie, który z Donaldów jest bardziej sympatyczny: Trump czy Tusk?

 

Ja mam dobre relacje z panem prezydentem Donaldem Trumpem.

 

Lepsze niż z Donaldem Tuskiem?

 

Powiedziałbym, że lepsze. Jednak jesteśmy osobami, które mają zdecydowanie odmienne poglądy, jeśli chodzi o prowadzenie polskich spraw.

 

Czyli Polak z Amerykaninem ma lepsze relacje niż Polak z Polakiem?

 

Jeżeli chodzi o kwestie spojrzenia ideologicznego, politycznego, to jestem bliżej pana prezydenta Donalda Trumpa niż Donalda Tuska.

 

Ale to z Donaldem Tuskiem Pan sobie dowcipkował, wszyscy to widzieliśmy.

 

Ale nie o polityce.

 

A o czym?

 

O życiu.

 

Na przykład o życiu w Brukseli, o życiu w Warszawie, w Pałacu Prezydenckim?

 

Też. O emeryturze też rozmawialiśmy – tu dobrze odczytali z naszych ust.

 

O emeryturze? Ale Pańskiej czy pana premiera Tuska?

 

Nie naszej, ale więcej nie mogę ujawnić.

 

To czyjej? Jakiejś trzeciej osoby? Bardzo ważnej osoby w państwie?

 

To Pan Redaktor powiedział. Ale o emeryturze już trwającej.

 

A, trwającej. Czyli rozmawialiście o sprawach Sądu Najwyższego?

 

Rozmawialiśmy o emeryturze już trwającej, ale to była prywatna rozmowa – proszę wybaczyć – na tematy niepolityczne.

 

A zapytał Pan może Donalda Tuska tak mimochodem – bo rozumiem, że jesteście na ty?

 

Nie, nie jesteśmy.

 

Czyli: „Panie przewodniczący, będziemy rywalami za dwa lata?”.

 

Nie rozmawialiśmy o tym, bo nie rozmawialiśmy o polityce.

 

A chciałby Pan się z nim spotkać jako rywalem?

 

Powiem otwarcie: po pierwsze, chcę dokończyć swoją pierwszą kadencję, na którą wybrali mnie Polacy, a po drugie, chciałbym, by sprawy toczyły się jak najlepiej dla Polski – dla mnie to jest najważniejsze.

 

Ale wie Pan, że część Pańskiego elektoratu – część elektoratu Prawa i Sprawiedliwości – była mocno zaskoczona, że Pan jest w takich świetnych relacjach z Donaldem Tuskiem?

 

Panie Redaktorze, rozmawialiśmy z panem przewodniczącym Donaldem Tuskiem, tak jak rozmawiają dwie osoby, które spotkały się za granicą, w miejscu, które z ich punktu widzenia jest neutralne; bo to była Organizacja Narodów Zjednoczonych. Mieliśmy wystąpienia bezpośrednio po sobie, usiedliśmy obok siebie, trudno nie rozmawiać. Chyba każdy normalny człowiek, mając obok siebie człowieka z tego samego kraju, rozmawia; tak przynajmniej ja sądzę, może ktoś uważa inaczej.

 

À propos decyzji – podjął już Pan decyzję, że wystartuje i będzie się starał o reelekcję?

 

Panie Redaktorze, już powiedziałem przed momentem: przede wszystkim chcę dokończyć swoją kadencję, na którą wybrali mnie Polacy, i to jest dla mnie rzecz najważniejsza. Mam nadzieję, że zrobię to dobrze.

 

Czyli rozumiem, że jeszcze się Pan zastanawia, czy pięć kolejnych lat chce Pan spędzić w Warszawie, a nie w Krakowie?

 

Na to jest jeszcze sporo czasu.

 

Ile daje Pan sobie czasu na podjęcie decyzji? Rok?

 

Jak sam pan powiedział, mamy jeszcze dwa lata.

 

No tak, ale nie sądzę, żeby Pan podjął decyzję parę miesięcy przed.

 

Jak w każdej takiej sytuacji decyzja będzie w odpowiednim czasie.

 

A bardzo ważną sprawą będzie tu opinia Pańskiej małżonki – Pierwszej Damy?

 

Decyzja będzie w odpowiednim czasie, Panie Redaktorze.

 

A sądzi Pan, że będzie miał Pan poparcie Prawa i Sprawiedliwości, prezesa Kaczyńskiego?

 

Panie Redaktorze, decyzja będzie w odpowiednim czasie.

 

No to inaczej: jakie są dzisiaj relacje Pana i prezesa Kaczyńskiego – spotykacie się, rozmawiacie ze sobą?

 

Dobre. Dla nas najważniejsze są sprawy państwowe. Dla mnie najważniejsze są sprawy Polski i jestem przekonany, że dla pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego też najważniejsze są sprawy Polski. W sprawach ważnych dla Polski zawsze znajdziemy wspólne stanowisko.

 

Kiedy ostatnio rozmawialiście ze sobą?

 

Kilka dni temu.

 

Na jaki temat? Sprawy polityczne?

 

Na temat bieżących spraw państwowych – wizyty w Stanach Zjednoczonych, tego wszystkiego, co ważne dla polskiego państwa.

 

To była rozmowa telefoniczna, tête-à-tête?

 

To była rozmowa przy stoliku, tak jak my tutaj dzisiaj siedzimy.

 

Aha, to w tym miejscu, w Belwederze, podejmował Pan pana prezesa?

 

Panie Redaktorze, spotkaliśmy się, rozmawialiśmy; była to miła, bardzo rzeczowa rozmowa o ważnych polskich sprawach.

 

Proszę powiedzieć, prezes nie miał do Pana pretensji po tym ostatnim wecie dotyczącym ustawy o ordynacji do Parlamentu Europejskiego?

 

Pan prezes nie zgłaszał do mnie żadnych pretensji. Myślę, że decyzja, którą podjąłem, była mądra z punktu widzenia interesów Polski, pewnej stabilności politycznej w Polsce. I była to decyzja, tak naprawdę, jedyna słuszna.

 

Skoro nie było pretensji, to była to ustawka?

 

Nie wiem, trudno mi powiedzieć, bo w ogóle nie rozmawialiśmy na ten temat. Były inne, ważniejsze sprawy.

 

Panie Prezydencie, a proszę powiedzieć, co by Pan doradził dzisiaj premierowi Morawieckiemu? Słyszał Pan zapewne o nowej odsłonie afery taśmowej, jest informacja ze strony portalu Onet.pl, że są jakieś zeznania kelnerów dotyczące rozmowy pana premiera. Teraz po raz kolejny pojawiła się stara nowa taśma, na której słyszymy pana premiera Morawieckiego.

 

Panie Redaktorze, przede wszystkim zacznijmy od tego: jest dzisiaj taśma, ja też odsłuchałem te nagrania, po to, żeby wiedzieć, co było mówione.

 

Jest Pan zaskoczony? Jest Pan w szoku?

 

O tym, że są w ogóle nagrania, to wiedzieliśmy od lat, tak można powiedzieć. Przecież ta afera taśmowa trwa od lat. Treść tych nagrań ‒ nie wiem, czy w Panu wzbudziła jakąś wielką bulwersację? Według mnie, nie było tam żadnych spraw groźnych, szkodliwych dla państwa polskiego. Nie było mowy o żadnych działaniach, które mogłyby mieć charakter przestępczy, czy nie było mowy o – jak to się mówi – przekrętach. Ja tam niczego takiego nie słyszę. Jest to rozmowa człowieka, który wtedy był de facto biznesmenem, bo był prezesem banku. Dzisiaj jest premierem, w związku z tym jego rola w Polsce, w ogóle zmieniła się – dzisiaj na wiele spraw patrzy pewnie inaczej.

 

A był Pan zaskoczony czasami mocnym językiem premiera Morawieckiego?

 

Panie Redaktorze, kto z nas jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w niego kamieniem. Rozmowa prywatna ‒ przecież się chyba nie spodziewał, że go nagrywają. Rozmawiał z gronem jakichś znajomych, pewnie swoich ‒ tak podejrzewam. To nie była jego rozmowa oficjalna gdzieś na zewnątrz, to nie było jego publiczne wystąpienie. Jest to rozmowa w pomieszczeniu zamkniętym pomiędzy znajomymi – język jest taki, jaki jest. Nie każdemu może się to podobać. Ale z drugiej strony, bądźmy szczerzy: ludzie różnie rozmawiają. Czasem człowiek używa brzydkiego słowa – powiedzmy tak ładnie. Może to nie zachwyca, ale takie jest życie.

 

Panie Prezydencie, wiemy, co jest na tej taśmie, bo wszyscy ją odsłuchaliśmy. Ale podobno jest jeszcze jedna taśma. Np. „Gazeta Wyborcza” sugeruje, że ta taśma jest w posiadaniu Centralnego Biura Antykorupcyjnego i ktoś tutaj trzyma haki ‒ czy ma haka ‒ na pana premiera. Oczywiście CBA temu zaprzecza. A co Pan o tym myśli?

 

Na początku zapytał mnie pan, co mogę poradzić panu premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Powiem tak: Panie Premierze, może nie jest Pan bardzo długo w polityce, ale jeżeli jest to jedyna taśma, na której Pana nagrano, to proszę się tym w ogóle nie przejmować, robić swoje.

 

A jeśli to nie jest jedyna taśma?

 

Nawet, jeżeli próbują tym Pana atakować – a pewnie próbują, bo Pańska działalność zaszkodziła wielu poważnym interesom. W końcu ktoś do tej pory kradł ten VAT, który w tej chwili zostaje i staje się pieniędzmi Skarbu Państwa, tak jak to powinno być. Ktoś do tej pory zabierał sobie te podatki, które w tej chwili są skutecznie ściągane.

 

Ale sądzi Pan, że to mafia vatowska stoi za kolejną odsłoną afery?

 

Myślę, że działalność, którą rząd prowadził przez ostatnie trzy lata, a przede wszystkim Pan Premier – bo cały czas miał do czynienia z finansami publicznymi; dzisiaj jest premierem, ale wcześniej był ministrem finansów ‒ wielu osobom zaszkodziła w ich interesach.

 

Ale dziennikarze mają prawo o tym pisać, informować.

 

Dziennikarze mają prawo do wszystkiego, dlatego…

 

Ma Pan jakieś pretensje, że ujawniają te sprawy?

 

Ależ absolutnie! Dlatego mówię do Pana Premiera: proszę zachować spokój, bo w tej taśmie nie widzę – być może poza tym, że ktoś będzie się bulwersował używanym tam językiem ‒ niczego antypaństwowego, niczego złego dla Polski.

 

A jeśli jest jakaś kolejna taśma?

 

Natomiast to pan premier Morawiecki wie, na jakie tematy rozmawiał. Jeżeli jest jakaś kolejna taśma – ja o tym niczego nie wiem, poza jakimiś tam doniesieniami medialnymi, na razie nikt żadnej taśmy nie pokazuje – to jest to zmartwienie pana premiera. Dzisiaj według mnie, obiektywnie patrząc, takiego zmartwienia nie ma, ponieważ takiej taśmy nikt nie pokazał i nikt z nas nie mógł jej odsłuchać, żeby móc to ocenić.

 

A z perspektywy czasu, Panie Prezydencie, kto – Pana zdaniem – stoi za tą sprawą? Bo, oczywiście, jest jedna osoba skazana, niebawem pójdzie siedzieć – mówimy o panu Falencie. Ale czy ktoś tym wszystkim sterował? Pamiętam czasy Donalda Tuska, który mówił wręcz o śladzie rosyjskim.

 

Nie oszukujmy się, Panie Redaktorze, wszyscy pamiętamy, co się wtedy działo. Dzisiaj ci ludzie chodzą po ulicach, krzyczą: „Demokracja, demokracja!”, a wtedy był skok służb specjalnych – pewnie z polecenia pana premiera Donalda Tuska – na redakcję tygodnika „Wprost” po to, żeby odzyskać taśmy. Przecież było wejście do redakcji, szarpanie się z komputerem – no przypomnijmy sobie wszyscy.

 

Premier wtedy zaprzeczał: że nie miał z tym nic wspólnego, że to jest sprawa ABW i prokuratury.

 

A kto nadzoruje służby w takim razie, przepraszam bardzo? To bardzo ciekawe stwierdzenie.

 

To kto za tym stoi, Pańskim zdaniem? Albo stał.

 

Być może, że ktoś chciał mieć materiał do szantażu politycznego – nie mogę tego wykluczyć. Tym niech się zajmują prokuratura i sądy. Taśmy zostały nagrane, wszyscy je słyszeliśmy. Wypowiedzi polityków Platformy Obywatelskiej wszyscy znamy, wiemy, jakie były. Ale akurat w tym materiale, który ostatnio został nam udostępniony w mediach, gdzie wypowiada się obecny pan premier, ówczesny prezes banku – Mateusz Morawiecki – w sensie jego treści nie widzę niczego antypaństwowego, nagannego.

 

A czy istnieje ryzyko jakiegoś szantażu najważniejszych polityków?

 

Według mnie, na tym materiale, który jest, takiego pola do szantażu nie ma – to, co usłyszeliśmy. Przesłuchałem też…

 

A mogą wypłynąć jakieś taśmy z Andrzejem Dudą?

 

Panie Redaktorze, ja do tych restauracji w ogóle nie chodziłem.

 

OK.

 

Więc myślę, że nie wypłyną. Nie przypominam sobie, bym w ogóle miał tego typu spotkania.

 

Panie Prezydencie, wracając jeszcze do spraw Pańskich podróży zagranicznych…

 

Poza tym, Panie Redaktorze, gdyby takie taśmy były, to już dawno by Pan o tym wiedział, zaręczam Panu.

 

Tak Pan myśli?

 

Myślę, że w czasie kampanii przenicowano mnie tak, że już by Pan dawno o tym wiedział.

 

No, zobaczymy, mamy kolejną kampanię. Jak Pan się zdecyduje, to może wtedy coś się pojawi. Oczywiście nic na ten temat nie wiem.

 

Ja też nie.

 

Podczas ostatniej wizyty, Panie Prezydencie, w Australii miał Pan podpisać list intencyjny w sprawie zakupu fregat dla polskiej Marynarki, jednak premier Morawiecki to podpisanie zablokował. Czy ma Pan do niego żal?

 

Decyzja rządu była inna, niż spodziewał się Minister Obrony Narodowej, niż spodziewałem się ja.

 

Był Pan zaskoczony? Dowiedział się Pan o tym już w trakcie podróży?

 

Nie, no skąd – dowiedziałem się o tym wcześniej. Natomiast zaskoczyło mnie to o tyle, że wcześniej decyzja rządu była inna i ona rzeczywiście zmieniła się dosłownie na kilka dni przed wyjazdem. To mnie zaskoczyło.

 

Pamiętam ministra Pawła Solocha, który publicznie mówił: „Tak, liczymy na to, że podpiszemy taki list”.

 

Tak, to mnie zaskoczyło, dlatego, że uważałem, że realne i sensowne jest kupienie takich okrętów na okres przejściowy, dopóki nie wyprodukujemy własnych okrętów – tego typu nowych.

 

A to było tak, że podobne zdanie miał pan minister Błaszczak i Pan, natomiast premier miał inne zdanie?

 

W rządzie decyzja należy do premiera. Myśmy dyskutowali. Oczywiście, był też podział zdań na ten temat w obrębie zarówno samych ekspertów z zakresu marynarki wojennej. Akurat my z panem ministrem mieliśmy tu zdanie podobne, ale była część ekspertów, która się z tym nie zgadzała. 

 

Gdyby Pan sam miał podjąć tę decyzję, toby Pan kupił te fregaty?

 

Myślę, że tak, bo uważam, że byłyby okrętami na okres przejściowy dla polskiej Marynarki, pozwalającymi na realizację wielu zadań, w tym ‒ w zakresie misji międzynarodowych.

 

Nie jest żadną tajemnicą, że Pańskie relacje z byłym ministrem obrony Antonim Macierewiczem nie były rewelacyjne. Mariusz Błaszczak jest lepszym ministrem?

 

Mnie się bardzo dobrze współpracuje się z panem ministrem Mariuszem Błaszczakiem, zresztą mnie się z panem ministrem Mariuszem Błaszczakiem zawsze dobrze współpracowało. Myśmy współpracowali w klubie parlamentarnym, współpracowaliśmy, gdy był ministrem spraw wewnętrznych i administracji, i współpracujemy teraz, gdy jest ministrem obrony narodowej. Zawsze mieliśmy dobrą nić porozumienia i teraz też nam się to udaje.

 

Jest dobrym ministrem?

 

Ja jestem zadowolony z pracy pana ministra.

 

Panie Prezydencie, dzisiaj do trybunału w Luksemburgu trafiła skarga Brukseli, Komisji Europejskiej, w sprawie Sądu Najwyższego. To nie jest chyba dobra wiadomość dla Polski, dla naszego kraju?

 

Nie jest to dobra wiadomość dla naszego kraju, bo to jest sprawa, która – niestety – ma wymiar polityczny. Teraz będziemy spokojnie obserwowali, w jaki sposób będzie prowadzona w trybunale. Czy tam też będzie nabierała wymiaru politycznego, czy też będzie jednak obiektywne spojrzenie.

 

Ma Pan takie obawy?

 

Oczywiście, że mam takie obawy, bo w tym momencie ona jest bardzo mocno rozgrywana politycznie. A proszę pamiętać, że w tym trybunale zasiada m.in. pan sędzia Marek Safjan, który nie ukrywał swoich poglądów politycznych i występował w polskich mediach, bardzo jednoznacznie opowiadając się po stronie dzisiejszej opozycji.

 

Ale sądzi Pan, że pan sędzia Safjan będzie miał jakikolwiek wpływ na sędziów, którzy dostaną tę sprawę do rozpatrzenia?

 

A Pan sądzi, że nie?

 

Ja Pana pytam, Panie Prezydencie.

 

No to ja też Pana pytam.

 

Ja nie wiem.

 

To są jego koledzy.

 

A Pan się obawia?

 

Patrzę na sprawę życiowo.

 

No dobrze, wyobraźmy sobie, że za jakiś czas – bo ma być tryb przyspieszony, jest też prośba o środki dotyczące zabezpieczenia…

 

No to już wiceprzewodniczący trybunału tę sprawę oceni, jeśli chodzi o tymczasowe zabezpieczenie.

 

I wyobraźmy sobie, że mamy werdykt. Czy polski rząd powinien się podporządkować takiemu wyrokowi?

 

Przede wszystkim poczekajmy, aż będą w tej sprawie podejmowane czynności procesowe, aż będą werdykty. Polska strona też będzie mogła w tej sprawie się wypowiedzieć, przedstawić swoje stanowisko. Taka jest procedura.

 

Czyli Pan by poczekał na sentencję wyroku i dopiero później podjął decyzję?

 

To zazwyczaj tak jest, że czeka się na to, aż otrzyma się czy to postanowienie, czy to wyrok po to, żeby się zdecydować, jakie działania się podejmie.

 

No tak, ale w przypadku np. Białowieży polski rząd się podporządkował, wycofał się z pewnych rzeczy, z wycinki.

 

No więc mówię: czekamy na to, jakie będą działania trybunału, żeby podjąć później stosowne działania.

 

A dla Pana pani prof. Gersdorf jest pierwszym prezesem Sądu Najwyższego czy emerytką?

 

Dla mnie pani prezes Gersdorf jest sędzią w stanie spoczynku.

 

A nie sądzi Pan, że dla dobra Polski, naszej pozycji w Europie należałoby zrezygnować z tego akurat fragmentu reformy sądownictwa, tak żeby pani prof. Gersdorf mogła przyjść ponownie do pracy czy też być, według Pana, legalnie pierwszym prezesem Sądu Najwyższego?

 

Pani sędzia Gersdorf przeszła w stan spoczynku zgodnie z obowiązującą ustawą. Mogła tę ustawę skierować do Trybunału Konstytucyjnego, jeżeli się z nią nie zgadzała. Miała na to bardzo dużo czasu. Nie zrobiła tego, więc rozumiem, że uznała, iż ustawa jest zgodna z konstytucją. Nie budziła ona chyba jej wątpliwości, skoro nie skierowała jej do Trybunału Konstytucyjnego. A powtarzam jeszcze raz: będąc pierwszym prezesem Sądu Najwyższego, miała kilka miesięcy na to, żeby taką czynność podjąć. Tak jest wyraźnie przewidziane w ustawie, że mogła to zrobić – nie zrobiła tego.

 

Panie Prezydencie, czy w Leżajsku – pamięta Pan spotkanie w Leżajsku, tłumy ludzi wokół Pana, takie emocjonalne, bardzo mocne wystąpienie – nie powiedział Pan o jedno słowo za dużo o tej wyimaginowanej wspólnocie?

 

Skrót myślowy oczywiście, natomiast też wypaczony przez wiele mediów, wyrwany z kontekstu. Natomiast, Panie Redaktorze, ja patrzę i nawet mówiłem ostatnio na ten temat w czasie jednego ze swoich spotkań. Dziennikarze pytali mnie właśnie o tę kwestię wspólnoty. Ja mówię tak: popatrzcie, Państwo, na NATO – i taka Portugalia. Jaki taka Portugalia ma interes w tym, żeby wojska NATO stacjonowały w Polsce? Żaden. Przecież Portugalia nie boi się żadnego zagrożenia ze Wschodu, nic jej nie grozi. To jest kraj, który znajduje się na drugim końcu naszego kontynentu. A jednak również i Portugalia zgodziła się na to, by siły NATO stacjonowały w Polsce. Wszyscy się na to zgodzili. Oczywiście wspominają: my mamy swoje interesy bardziej na Południu, bardziej byśmy chcieli, żeby NATO tam było aktywne. My mówimy: my też wyznajemy w ramach NATO zasadę 360 stopni. Szanujemy wasze potrzeby – prosimy, uszanujcie też nasze. I zostały uszanowane. I dzisiaj wojska Sojuszu Północnoatlantyckiego są na wschodniej flance NATO. Mamy Enhanced Forward Presence, mamy Tailored Forward Presence, w której zresztą też bierzemy udział w Rumunii; w ramach Enhanced Forward Presence bierzemy udział na Łotwie. Jesteśmy aktywni, my też działamy. 

 

Czyli Pan nie żałuje tych słów, Panie Prezydencie?

 

Zaraz, Panie Redaktorze, wytłumaczę: to jest wspólnota. Że nawet ci, którzy pozornie nie mają w tym interesu, zgadzają się na pewne wspólne posunięcia w ramach wspólnego dobra. A w Unii Europejskiej ogromnie bym chciał, żeby była taka właśnie wspólnota. Tylko czy budowaniem tej wspólnoty jest gazociąg Nord Stream 2, przeciwko któremu protestujemy, że zagraża nam, Ukrainie, Słowacji? To jest wspólnota? A mówienie o tym, że potrzebna jest Unia Europejska dwóch prędkości, gdzie część obecnej Unii to będzie jakaś Unia Europejska drugiej kategorii. To jest prowspólnotowe?

 

Czy jednak Unia Europejska nie sprawiła, że przez tyle lat był pokój na kontynencie europejskim?

 

Nawołuję właśnie do tego, by mówić o prawdziwej wspólnocie. O unii państw, które są równo traktowane, o unii państw narodowych, które są wolne, suwerenne i które współdziałają ze sobą, tworząc prawdziwą wspólnotę.

 

Panie Prezydencie, Pan wie, że Pański poprzednik, Aleksander Kwaśniewski, napisał list do Pana. Powiedział, że to były słowa głęboko nieprawdziwe, krzywdzące i one działają na szkodę polskiej racji stanu. Jak Pan by mu odpowiedział?

 

To ja bardzo proszę, żeby pan prezydent Aleksander Kwaśniewski zaangażował się w sprawę tego, żeby nie było gazociągu Nord Stream 2, który tak bardzo szkodzi polskim interesom. To ja bardzo proszę, żeby pan prezydent Aleksander Kwaśniewski powiedział:

„My nie chcemy żadnej unii dwóch prędkości, nie chcemy nierównego traktowania w ramach Unii Europejskiej. Szanujcie nas, szanujcie traktaty, szanujcie naszą suwerenność, szanujcie sprawy, które nie podlegają absolutnie waszej jurysdykcji, bo są naszymi sprawami wewnętrznymi i mamy prawo sami o nich decydować”, tak jak np. system wymiaru sprawiedliwości w każdym kraju członkowskim.

 

Jak Pan się czuje, Panie Prezydencie, gdy od czasu do czasu w różnych miejscach słyszy Pan w tle okrzyki: „Konstytucja, konstytucja!” i „Będziesz siedział!”?

 

Mam ochotę wyjść i krzyczeć: „Konstytucja, konstytucja!”. Dlatego że dokładnie przestrzegam konstytucji i oczekuję tego, że inni też będą jej przestrzegali. A, niestety, sądy dzisiaj jej nie przestrzegają i to jest tragedia Polski.

 

Nie śni się Panu po nocy Trybunał Stanu? Opozycja chce Pana tam postawić.

 

Panie Redaktorze, absolutnie mi się nie śni, bo ja realizuję prawdziwe polskie interesy.

 

I śpi Pan spokojnie?

 

Śpię spokojnie, absolutnie spokojnie. Jak dziecko.

 

Pani prof. Staniszkis, która Pana popierała, mówi, że jednak narusza Pan konstytucję i niszczy państwo.

 

Bardzo szanuję panią profesor. Ma prawo do swojego zdania.

 

Panie Prezydencie, wczoraj ulicami Warszawy przeszedł marsz mundurowych. Oni mieli prośbę do Pana – wniosek, żeby Pan im pomógł. Policjanci zarabiają jednak nie tyle, ile powinni. Czy Pan im pomoże? Czy zadzwoni Pan do pana premiera lub ministra Brudzińskiego i powie: „Panowie, słuchajcie, to jest taka grupa, że oni muszą dostać większe podwyżki, niż daje rząd”?

 

Dzisiaj uroczyście – dosłownie przed chwilą – podpisywaliśmy w Pałacu Prezydenckim ustawę, która poprawia sytuację zawodów tzw. okołomedycznych; nie zawodów medycznych, tylko tych, którzy uczestniczą w systemie ochrony zdrowia, wykonując inne zawody niezbędne także do działalności medycznej. Myślę tutaj o technikach, o inżynierach medycznych, salowych, sanitariuszach, o opiekunach, w tym opiekunach dzieci – ludziach, którzy są niezbędni do tego, by lekarze i pielęgniarki mogli sprawnie wykonywać swoją pracę i żeby system ochrony zdrowia był realizowany. Dzisiaj w obecności i pana ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, i pani minister Elżbiety Rafalskiej, i pana przewodniczącego Piotra Dudy podpisywałem ustawę, która powoduje, że ci ludzie zostają de facto zrównani pod względem waloryzacji płac z zawodami medycznymi.

 

A co z policjantami?

 

Wszystko po kolei. O tym też rozmawiałem z panem przewodniczącym Piotrem Dudą. Dzisiaj jest duża presja płacowa. Chcemy, by w Polsce rosły płace. Budżetówka pod tym względem jest wyjątkowo trudna ‒ to oczywiste. Wierzę, że będziemy w stanie – przede wszystkim rząd – realizować stopniowy wzrost płac. To jest dla mnie naturalna konsekwencja tego, że państwo się rozwija. W miarę jak państwo będzie się rozwijało – a rozwija się póki co, i to bardzo dobrze, tak dobrze, jak od lat się nie rozwijało ‒ wierzę, że także to będziemy mogli realizować. Ale z drugiej strony proszę popatrzeć, na ile do tej pory ta pomoc, przede wszystkim dla rodzin, została przekazana? Wiem, że słowa o programie 500+ są już dzisiaj wyświechtane, ale to była ogromna pomoc. I to był tak naprawdę ten wielki zastrzyk, który wpłynął do większości polskich domów, jeżeli chodzi o wsparcie finansowe w ostatnim czasie i podniesienie poziomu życia.

 

Ostatnia sprawa, Panie Prezydencie, 11 listopada tuż-tuż. Zbliża się fantastyczna, wspaniała rocznica dla naszego kraju. Czy będą fajerwerki z Pana udziałem? Mówię o takich spotkaniach, gdy wszyscy – władza i opozycja – razem będą czcić ten moment.

 

Zawsze mówię, że mamy kilka takich momentów niezwykle prowspólnotowych w każdym roku kalendarzowym: 3 Maja – Święto Konstytucji 3 maja, 15 sierpnia – rocznica Bitwy Warszawskiej, ale zarazem święto Wojska Polskiego, 11 listopada – rocznica odzyskania niepodległości. To są takie momenty, gdy zbieramy się wszyscy – wierzę w to głęboko – niezależnie od poglądów politycznych, barw partyjnych.

 

Będzie Pan zaskoczony ewentualnym bojkotem opozycji tych uroczystości?

 

W tym roku mamy 11 listopada, który zarazem będzie świętem stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Będą różne wydarzenia. Chciałbym, żeby naprawdę było to takie święto naszej polskiej wspólnoty – żeby wszyscy wzięli w tym udział.

 

Czyli zaprasza Pan Grzegorza Schetynę, pana Kosiniaka-Kamysza, panią Lubnauer, pana Czarzastego?

 

Zapraszam wszystkich do wzięcia udziału w jak największej liczbie wydarzeń, które będą miały miejsce. Mam nadzieję, że ‒ tak jak powiedziałem w 2015 roku w Pałacu Prezydenckim, gdy objąłem urząd prezydenta ‒ wierzę głęboko, że pójdziemy wszyscy w jednym marszu niepodległości. Wierzę, że właśnie w tym roku uda nam się pójść w jednym marszu niepodległości. Bardzo bym chciał, żeby tak się stało ‒ żeby wszystkie środowiska polityczne w tym jednym marszu poszły, żeby się po prostu spotkały w tym wielkim momencie.

 

Zobaczymy. Zaproszenie ze strony Prezydenta Andrzeja Dudy jest. Czekamy na reakcję.

 

Przede wszystkim jest apel o jedność przynajmniej tego jednego dnia. Prosiłbym, żeby wyciszyć wszelkie swary. Wiem, że są różne spory polityczne, wzajemne pretensje. Prosiłbym, aby je wyciszyć na ten moment, abyśmy mogli uczcić stulecie niepodległości, tak żeby każdy z rodaków – czy to mieszkający w Polsce, czy za granicą – mógł powiedzieć: „Uff, mieliśmy piękne święto stulecia odzyskania niepodległości. Takie wymarzone”. O to proszę.

 

Panie Prezydencie, dziękuję bardzo za tę rozmowę. Mam nadzieję, że 11 listopada będzie dla wszystkich Polaków pięknym dniem.

 

Bardzo bym tego chciał.

 

Andrzej Duda, Prezydent Rzeczypospolitej. Bardzo dziękuję za rozmowę, dziękuję także Państwu, do zobaczenia.

 

Dziękuję bardzo.

 

Serwis prezydent.pl używa plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie.