Wtorek, 9 października 2018

Wystąpienie Prezydenta podczas ceremonii upamiętniającej konsula Konstantego Rokickiego

 

Wielce Szanowni Ekscelencje, Panowie Ambasadorowie,

Ekscelencjo, Księże Biskupie, Kapelanie Wojska Polskiego,
Ekscelencjo, Panie Rabinie,
Wszyscy Dostojni Przybyli Goście,
a zwłaszcza Potomkowie, Krewni ocalałych i ocalonych oraz Potomkowie, Najbliżsi polskich dyplomatów, bohaterów tamtego dramatycznego czasu!

 

Spotykamy się tutaj, w Lucernie, w Szwajcarii, na uroczystości, na spotkaniu upamiętniającym wydarzenia z całą pewnością wyjątkowe w historii świata. Tu, na tym cmentarzu, chylimy głowy przed wszystkimi, którzy stali się ofiarami straszliwego Holokaustu – najczarniejszych lat XX wieku i chyba najczarniejszych lat w historii ludzkości. Chylimy głowy przed milionami bestialsko zamordowanych Żydów, przed milionami bestialsko zamordowanych obywateli Europy różnych krajów, ale dziś ja przede wszystkim chylę głowę przed milionami zamordowanych Polaków, także żydowskiego pochodzenia.

 

Zobacz także:Hołd dla konsula Konstantego Rokickiego [PL/ENG]I odważę się powiedzieć dzisiaj, że na tym czarnym niebie wspomnień tamtych dramatycznych lat II wojny światowej ‒ gdy niemieccy naziści dokonywali ludobójstwa na osobach narodowości żydowskiej ‒ człowiek, nad którego grobem dziś stoimy, symbolizuje jaśniejszą gwiazdę wśród tej czerni rozpaczy. Konstanty Rokicki, którego płytę nagrobną odsłoniliśmy dzisiaj tu, na tym cmentarzu w Lucernie, był doświadczonym polskim dyplomatą ‒ był konsulem tu, w Szwajcarii, w momencie, gdy wybuchła II wojna światowa.

 

Wciąż niewielu ludzi w Europie, w Polsce i na świecie wie, że polska placówka dyplomatyczna, na której czele stał wtedy ambasador Aleksander Ładoś, dokonała dzieła niesamowitego na ówczesne czasy i na standardy działalności placówek dyplomatycznych.

 

Wspomniany ambasador Aleksander Ładoś wraz ze swoim zastępcą Stefanem Ryniewiczem, z konsulem Konstantym Rokickim oraz wówczas młodym współpracownikiem, polskim urzędnikiem dyplomatycznym Juliuszem Kuehlem uratowali tysiące ludzi oraz przesyłali do Stanów Zjednoczonych i w inne miejsca z polskiej placówki, posługując się polskimi szyframi dyplomatycznymi, informacje o tym, co działo się na okupowanych polskich ziemiach, jak Niemcy rozpoczęli i dokonywali Holokaustu na narodzie żydowskim.

 

Najbardziej wymierną, widoczną formą niesienia przez nich pomocy było zdobywanie dla Żydów w Polsce ‒ więzionych wtedy już w większości przypadków w gettach ‒ paszportów paragwajskich, a więc kraju neutralnego, które dawały szansę na ocalenie z Holokaustu, dawały szansę na obóz internowania, zamiast obozu zagłady. Zdobyli z całą pewnością ponad tysiąc tych paszportów i w sumie objęli nimi – z całą pewnością – ponad 2200 osób. Dopiero niedawno udało się ustalić, że osobą, która własnoręcznie wypisała te paszporty, był właśnie polski konsul Konstanty Rokicki.

 

Ale jedna rzecz – patrząc z polskiego punktu widzenia, z punktu widzenia polskiego państwa – jest w tym wszystkim niezwykle dla mnie cenna. Polscy dyplomaci, realizując tę wielką, nielegalną przecież misję – wbrew ówczesnemu prawu, ryzykując życie, mogąc trafić do więzienia – nie daliby rady zrealizować tego sami. Zrealizowali to we współpracy z organizacjami żydowskimi. Współpracowali z nimi Abraham Silberstein, Chaim Eiss – ktoś musiał dostarczyć nazwiska, przekazać paszporty, zdobyć na nie pieniądze. Właśnie ta współpraca pokazywała Polskę taką, jaka ona była: Rzeczpospolitą Wielu Narodów, Polin.

 

W istocie zatem polscy dyplomaci w pełnym poczuciu odpowiedzialności realizowali misję państwową, początkowo dążąc do uratowania jak największej liczby polskich obywateli, choć później – oczywiście – paszporty szły także do Żydów pochodzących z innych państw. Ale chodziło o ratowanie ludzkiego życia, o wielką misję humanizmu. Działali, co trzeba wspomnieć, na obszarze zarządzanym przez władze szwajcarskie, które ‒ rzecz jasna – miały świadomość ich nielegalnej działalności, ale mimo wszystko de facto pozwalały na jej realizowanie. Ta działalność była także wspierana przez Polskie Państwo Podziemne, przez polski rząd w Londynie, a także przez Stolicę Apostolską, która spowodowała, że Paragwaj nie kwestionował paszportów.

 

Oczywiście nie wszystkich, którzy otrzymali te paszporty, udało się uratować. Dziś wiemy na pewno, że kilkuset z tych, którym paszporty wydano, niestety zostało zamordowanych przez Niemców, a także pomarło, choćby wskutek epidemii tyfusu w obozie Bergen-Belsen. Niemniej faktem jest również, że co najmniej kilkuset zostało ocalonych – wielu ich potomków jest dzisiaj także z nami, za co ogromnie dziękuję.

 

Dziękuję, że zechcieli Państwo przybyć tutaj, na ten cmentarz w Szwajcarii, po to, by – pochylając głowy i składając symboliczny kamień – podziękować i pomodlić się przy grobie polskich dyplomatów, którzy tę działalność, będącą szczytem humanizmu, realizowali całkowicie bezinteresownie. Nie pobierali za to żadnego wynagrodzenia, większość z nich umarła w niezwykle skromnych warunkach, wręcz w biedzie. Byli to ludzie oddani swojej wielkiej misji, swoim współobywatelom. Z całą pewnością możemy ich nazwać ludźmi szlachetnymi. Ale myślę, że mogę powiedzieć, że – choćby w tym symbolicznym sensie – na pewno są oni częścią niezwykłego grona Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

 

Jeszcze raz Państwu dziękuję za obecność dzisiaj tutaj z nami, za oddanie symbolicznego hołdu polskim dyplomatom ‒ bohaterom walki o życie każdego człowieka. Dziękuję.
 

Serwis prezydent.pl używa plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie.